poniedziałek, 24 lipca 2017

Ślubne sówki

Doskonale wiedziałam, że nie zaglądałam tutaj od jakiegoś czasu, ale zdziwiłam się, że to aż półtora miesiąca!
Dziś wracam, aby pokazać co ostatnio zmajstrowałam z filcu. Są to sówki, które stanowiły dodatek do prezentu ślubnego dla pewnej sympatycznej pary - Agnieszki i Sławka :)
Widziałam kilka podobnych prac w sieci i postanowiłam stworzyć sobie własną sowią młodą parę. W dalszym ciągu są to moje początki w temacie szycia i filcu, stąd niedoskonałości, o których nie będę się rozpisywać, pomińmy to milczeniem ;)


Teraz zdjęcie w krzaczorach


i w słoneczku


a na koniec zbliżenie na Panią Młodą


oraz Pana Młodego


Sówki chciałabym zgłosić do wyzwania na blogu DIY czyli zrób to sam. Zadaniem było wykonanie dowolnej pracy z koronką. Moja sowia Panna Młoda ubrana jest w ślubne koronki, więc wszystko się zgadza :)

http://diytozts.blogspot.ie/2017/07/21-wyzwanie-koronkowa-robota.html#


  
Usadowione na gałązce sówki mają zamocowany sznurek, za pomocą którego mogą zostać zawieszone np na ścianie. Będą więc wtedy automatycznie stanowić dekorację domu, zatem ośmielę się zgłosić je na wyzwanie na blogu Studio 75.

http://studio75pl.blogspot.com/2017/07/wyzwanie-6-challenge-6.html



Pozdrawiam serdecznie,
Jania

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Wściekłe ptaszorki

Jakiś czas temu przeglądałam tutoriale Mikaglo i wtedy napatoczył się mój mężuś szanowny. Pozaglądał mi trochę przez ramię i mówi, że on by chciał takie angry birdsy. Nieco się zdziwiłam, bo po co dorosłemu chłopu takie rzeczy, a on na to, że do pracy sobie weźmie i postawi na biurku ;)

No, mnie tego dwa razy powtarzać nie było trzeba i szybciutko wzięłam się do roboty.
Na pierwszy ogień poszedł niebieski, ale wyszedł jakiś taki wymoczkowaty borok ;) Czerwony i żółty już zdecydowanie lepiej wyglądają. I jeszcze jest czarny, bombowy, ale ten jeszcze czeka w kolejce na swoją sesję fotograficzną.

Zdjęć sporo, bo zrobiłam ich wyjątkowo dużo i nie widziałam, co wybrać. Ale wolno mi, prawda? W końcu to mój blog, więc kto mi zabroni ;)



Już po zrobieniu wielkanocnego koszyczka i kurczaczków byłam przekonana, że origami modułowe mi się spodoba, a teraz jedynie mogę to potwierdzić.
I zachęcić każdego do spróbowania :)

Uwaga, będzie edit ;)

Na blogu DIY czyli zrób to sam zostało ogłoszone wyzwanie dotyczące bajkowych postaci. Angry Birs to może nie jest klasyczna bajka, ale w sumie dlaczego nie? I żeby nie było wątpliwości, to moje ptaszorki to są te filmowe-kinowe, a nie z popularnej gry ;) Tak dla porządku to mówię, a w zasadzie piszę.

Tak więc oficjalnie zgłaszam ptaszki na wyzwanie:

http://diytozts.blogspot.ie/2017/06/20-wyzwanie-bajkowy-swiat.html


Pozdrawiam serdecznie,
Jania

środa, 31 maja 2017

Marta w obiektywie - tydzień 13, 14 i 15

Nie wiem jak to się dzieje, ale widzę, że mam coraz mniej zdjęć Marty. Musimy wziąć się w garść i coś z tym zrobić, bo jak dalej tak pójdzie, to nie będę miała co tutaj pokazywać...

13. Niestety zdjęcia brak :(

14. Biedne chore dzieciątko. Martę dopadło przeziębienie i dla ukojenia podrażnionej skóry na nosku stosowaliśmy kojący krem. Widać dawaliśmy go za mało, bo Marciątko musiało podziałać na własną rękę i nałożyć go sobie nieco więcej i nie tylko na nosek ;)


15. Przyjemne niedzielne późne popołudnie w ogrodzie u pradziadka. O ile dobrze pamiętam jest to jeden pierwszych razów, kiedy Marta bez histerii zniosła zasłanianie oczka plasterkiem. Nadal nie jest z tym idealnie, ale zawsze mogło być gorzej ;) Szkoda, że tak małemu dziecku trudno jeszcze wytłumaczyć pewne sprawy...


Pozdrawiam serdecznie,
Janka

piątek, 19 maja 2017

Sówka z filcu

Wszystkiemu winna jest Mikaglo :) Tak, tak! Najpierw origami modułowe, a teraz filc. Jakoś wcześniej nie interesowałam się żadną techniką, wymagającą użycia igły i nitki, ale podglądając jej superowe prace, przyszła mi nagle ochota na małego filcaczka.

Pierwszą myślą była mała zielona żabcia. Szukając jednak w sieci jakiegoś szablonu i podpowiedzi jak się za ten cały filc zabrać, natrafiłam na taki FILMIK i od razu zmieniłam zdanie - na pierwszy ogień poszła sowa.
Ostatni kontakt z szyciem miałam chyba w podstawówce, a trzeba przyznać, że było to już dobrych kilka lat temu. No dobra, kilkanaście...Albo nawet ponad dwadzieścia? Normalnie nie wierzę :D

Szczerze mówiąc nie byłam przekonana czy pokazywać mojego małego filcusia tutaj na blogu, bo idealny to on nie jest ;) Ale wpadło mi w oko wyzwanie szyciowe w Art - piaskownicy i pomyślałam dlaczego by nie? Wprawdzie wiele zgłoszonych tam prac to pełna profeska i w ogóle, ale dla mnie sówka jest the best, bo naprawdę jestem z niej dumna. I najważniejsze, że Córci też się podoba, normalnie miałam problem z ostatnim szwem, bo mała już mi ją wyrywała z rąk, musiałam uważać żeby nie dziabnąć jej igłą ;)

Na koniec powiem, że sówcia z pewnością nie jest ostatnia i doczeka się jakiegoś ptasiego lub nieptasiego towarzystwa.

Korzystając z ładnej pogody, filcaczek załapał się na dwie sesje zdjęciowe - poranną oraz w promieniach zachodzącego słońca :)

Najpierw dwa zdjęcia w prawie naturalnym środowisku, tj. na drzewie :)


Teraz odrobinę romantyzmu wśród stokrotek :)


Ooo... sówka ma oko! Normalnie szok! ;) 
Tutaj przy okazji widać najlepszego towarzysza zabaw mojej kochanej Córci w ostatnim czasie, tj. granatowe spodenki :D Zakłada sobie łobuz jedną nogawkę na nogę i już. Z początku trzymała po prostu gaciory w rękach, ale widać uznała, że wygodniej będzie mając obie dłonie wolne ;)


Moja, moja... Gdyby ktoś nie zauważył, sówka jest przytulana "lewym podbródkiem" ;)


Druga część sesji - w promieniach zachodzącego słońca.



I jeszcze oficjalne zgłoszenie do wyzwania:

http://art-piaskownica.blogspot.com/2017/04/techniki-szycie-edycja-sponsorowana.html


Na tym blogu jeszcze tego nie robiłam, więc przypominam o moim candy :)

http://janiaka.blogspot.com/2017/04/zapraszam-na-moje-pierwsze-candy.html

Pozdrawiam serdecznie!
Jania

sobota, 6 maja 2017

Marta w obiektywie - tydzień 11 i 12

I znów zdjęcia Marty poszły poniekąd w odstawkę. Sama nie wiem jak się to dzieje ;)

11. Pierwszy dzień z okularkami. Poprzedniego dnia, po przywiezieniu ich od optyka, była istna histeria. NIE i koniec, nie założy ich. My już pełnie przerażenie, bo jak to tak? Okulista każe nosić, bo inaczej zabiegi potrzebne będą i inne niemiłe rzeczy. A tutaj niespodzianka. Kolejnego dnia ubieramy się na spacer, Marcie okulary na nos i nic, zero protestów :) Oczywiście bywa różnie z chęcią ich zakładania, czasem musimy trochę powalczyć i się udaje, czasem zakłada chętnie sama, a nieraz jest niestety stanowczy sprzeciw i wtedy musimy skapitulować bo co, nie powiążemy jej przecież... Ale ogólnie jest dobrze, a to najważniejsze :)



12. A tutaj znów mała ciekawska ogrodniczka. Wszystko jej się podoba u dziadków w ogrodzie, ale największą frajdę sprawia zabawa białymi kamyczkami. Czasem zdarzy jej się w zachwycie nawet skosztować jednego czy drugiego, ale strażnik matka czuwa!



Pozdrawiam serdecznie,
Janka

czwartek, 20 kwietnia 2017

Gazetowy recycling

Jakiś czas temu, buszując po sieci, natknęłam się na krótki kurs o tym, jak zrobić miseczkę z gazety. W zasadzie opis dotyczył miseczki z papieru, np. śniadaniowego, ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, aby wykorzystać do tego stare gazety.
Pomysł zapadł mi w pamięć i pewnie tam by pozostał, gdyby nie nowe wyzwanie w Art-piaskownicy, polegające na kreatywnym wykorzystaniu właśnie gazet. Nie jest to wprawdzie nic spektakularnego, ale jak najbardziej podpada pod gazetowy eko art :)

Oto co mi wyszło :)



Myślę, że to całkiem ciekawy i tani sposób na wykorzystanie starych gazet, więc postanowiłam w kilku krokach przedstawić poszczególne etapy powstawania takiej miseczki. Nie będzie to standardowy tutorial, po prostu krótko opiszę jak doszłam do efektu końcowego, może komuś się przyda :)
Zdjęcia nie będą szczególnie artystyczne, ale widać wszystko to, co potrzebne.


1. W pierwszej kolejności podarłam kilka arkuszy najzwyklejszej gazety na mniejsze i większe fragmenty, które następnie przez ok. godzinę moczyłam w misce z wodą.



2. W czasie, gdy gazeta zażywała kąpieli, zabrałam się za przygotowanie kleju z wody i mąki ziemniaczanej. Nie podam tutaj przepisu, bo coś mi nie wyszło, trochę się z tym namęczyłam, a efekt mizerny. Chyba po prostu źle doczytałam proporcje. Ale przepisów w sieci na taki klej jest multum, więc w razie czego każdy sobie znajdzie coś dla siebie ;)
Mój klej miał konsystencję gęstego kisielu. Zdecydowanie za gęstego, ale mimo wszystko spełnił swoje zadanie.



3. Kolejnym krokiem było przyklejanie namoczonych kawałków gazety na wcześniej wybraną miskę. U mnie była to zwykła metalowa miska kuchenna.
Pierwszą warstwę ułożyłam bezpośrednio na powierzchni miski, zaś pomiędzy kolejnymi nakładałam już klej. Sumarycznie umieściłam około dziesięciu warstw.




4. Oklejoną w ten sposób miskę odłożyłam na dobę w okolicy grzejnika, aby wszystko wyschło i całość ładnie się połączyła. Po tym czasie bez problemu udało mi się zdjąć powstałą papierową miseczkę z oryginalnego naczynia. Brzegi były trochę nierówne i poszarpane, więc wyrównałam nożyczkami.



5. Aby całość prezentowała się bardziej dekoracyjnie, zewnętrzną stronę miseczki okleiłam papierową serwetką. Użyłam do tego jedynie jednej zadrukowanej warstwy, zupełnie jak w decoupage, oraz wikolu. Nie wiem czy klej z mąki ziemniaczanej tutaj również by się sprawdził, wolałam nie ryzykować.
Środka na razie nie wykończyłam, bo nie wiem czy faktycznie będzie to potrzebne, muszę się jeszcze zastanowić.
Ostatnim krokiem było polakierowanie całości, co wszystko utrwaliło i dodało pewnego szlifu, że tak powiem :)




6. Wewnątrz miseczki umieściłam tymczasowo trzy arkusze filcu w różnych kolorach, których kolejność mogę zmienić w zależności od aktualnej potrzeby.


7. I na koniec jeszcze raz kilka zdjęć gotowej miseczki.
Trzeba przyznać, że jest to niezły pomysł na wykorzystanie starych gazet, prawda? :)






A teraz nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko oficjalne zgłosić moją miseczkę do wspomnianego wcześniej wyzwania Art-piaskownicy, co też niniejszym czynię.

http://art-piaskownica.blogspot.com/2017/04/eko-art-gazeta.html


Pozdrawiam serdecznie,
Janka

wtorek, 18 kwietnia 2017

Marta w obiektywie - tydzień 9 i 10

Udało mi się nieco przyspieszyć i dotarłam już do początku marca. Taki tyci sukces ;)

9. Weekend po tłustym czwartku. Z okazji pączkowego święta moja mama uszczęśliwiła nas wszystkich domowymi wypiekami. Marta nie wykazywała absolutnie żadnej ochoty nawet na spróbowanie pączków, co w sumie nawet nas cieszyło, bo po co ma jeść już coś takiego. Jednak na sam koniec dnia, gdy słodkości zostało już jak na lekarstwo, naszej dzidziuni przyszła ochota na dziabnięcie czegoś przed snem. I przepadła, mamy teraz kolejnego amatora pączków. Nie pozostało nam więc nic innego, jak tylko zostawić jej to, co zostało, a ona dzielnie z tym walczyła przez następne kilka dni ;)  Rzecz jasna nie zjadała całych pączuciów, raczej cały czas kosztowała, ale robiła to naprawdę uroczo. A jak widać na zdjęciu poniżej, czasem jeden pączek w danym momencie to za mało i trzeba sięgnąć po drugi ;)


10. Marta - ogrodniczka sprawdza stan krzewów po zimie. Z delikatnego uśmiechu można wywnioskować, że ocena wypadła raczej pozytywnie ;)
Jest bardzo wczesna wiosna, wszystkie dzieciaki latają w czapkach, a Marta indywidualistka nie, bo czapka jest be! Ewentualnie opaska, ale najlepiej nic ;)


Pozdrawiam serdecznie,
Jania